viernes, 4 de octubre de 2019

Il fiore della poesia colombiana d’oggi




Antologia. Dieci poeti disposti in ordine cronologico per anno di nascita, dal 1986 al 1942. Quasi impossibile sintetizzare per ciascuno lo stile e i contenuti, dovendo limitarci a brevi spunti.



“Il mondo finirà prima della poesia” — quasi una dichiarazione di fede (Tania Ganitsky). Diverse le oscillazioni anche formali, ma diminuisce la separazione tra parola e realtà (Fátima Vélez). Più lirica e quindi inserita nella tradizione (Camila Charry Noriega). La tendenza della diversità sul piano intellettuale pare adeguarsi alla forma, ma “se esisti, Dio, è perché ti nomino” (Fredy Yezzed). Forse un sentimento panico in cui la natura trova la sua parte (Winston Morales). “Gli occhi grandi erano il mio partito politico”. Citare Dylan Thomas segnala una traccia (Iván Beltrán). La fantasia spinge oltre la soglia del mistero (Luisa Fernanda Trujillo). Dimostrazione di come anche la semplicità possa intervenire e riprodursi in poesia (Luz Mary Giraldo). La libertà da ogni restrizione tecnica può ritenersi un valore (Álvaro Miranda). Non può mancare il riflesso del mito tradotto secondo le singole culture (Elkin Restrepo). Un panorama certamente variegato e poeticamente ricco. Si tenga conto di quel che riporta il curatore: un massacro che iniziò all’alba del 6 dicembre 1928, provocando la morte di migliaia di contadini e dando origine al terrorismo di stato.



Certi elementi quindi non possono mancare se si affronta una determinata realtà sociale, ed è un miracolo che di fronte a una catena pressoché infinita di delitti e soprusi si riesca a scrivere poesia. Non si può allora che concordare con la più giovane poetessa dell’antologia, Tania Ganitsky: la poesia sopravvive a tutto, fede laica e insieme religiosa, affermazione di una dignità che spesso viene calpestata, ma non vinta.

martes, 3 de septiembre de 2019

POEMA No III DE LA DULCE ANIQUIRONA

THE SWEET ANIQUIRONA: WOMAN AND MYTH





THE SWEET ANIQUIRONA: WOMAN AND MYTH


According to the belief of Vicente Huidobro, a poet is a small God and should create the world from the beginning. Winston Morales Chavarro follows this conviction: he is an enchanted being who believes in appearances and bedazzlement. As a scrivener of an ignored genesis or of an unknown book of waters and forests, he passionately writes down his dreams; he believes in encounters and premonitions that change the destiny. He invents his own myth: Aniquirona, a woman and a reign, flesh and imagination, voice and silence, who grows naked and uncontainable throughout the poem:

With the same intensity
with which heights are honored
I will honor your wise body, Aniquirona,
the way a pier is honored
a collar
or a nocturnal ocean
in placid spaces of time.





Schuaima is the region where that character dwells. It is a world which goes beyond the limits of everyday nature and mediocre things; a space which can be accessed by splitting the self, by febrile and tortuous searching of words and language which is transfigured in the depths of obsessions and roots of the night:

I know that there
in the dark silence of the mirror
lies the orchestral sound of another tomorrow
my head shakes in the wind
and it rains
it rains and I have known with the rain
the open dictionary of the road.




A foreigner woman; the presence of fire and anguish. Aniquirona is the Creature who disquiets because of her feature of a chrysalis: invisible and corporeal, unknown and tangible among forests and the sea. She is a woman. That is, she is eroticism and desire, but also poetry and symbols of imagination. An archetype that unites the need of everything, of removing the time and the limits between death and life:

Aniquirona
let us meet
at the yellow shore of death.


In a candle, in a breeze, or perhaps in a wave
we will hold hands
and dance
before the sun sings with its elastic hair
and the son of dust
denies the reality of this rarely crossed gate.




All this is to prove that this book – with its eager searching for wind and shadow – is a tribute to poetry. It inaugurates the presence of a new poet who astonishes with the exalted conviction of his voice and of the powers of dream and imagination.

Guillermo Martínez González






























lunes, 17 de junio de 2019

Rozmowa z Winstonem Moralesem Chavarro



Anna Czachorowska




Anna Czachorowska: Żyjemy w czasach mało sprzyjających poezji. W Polsce poezja jest mniej modna. Popularne są powieści  kryminalne czy biografie…  Jak wygląda to w Pana kraju, w Kolumbii, i jakie jest Pana zdanie na ten temat?


Winston Morales Chavarro: Myślę, że sytuacja jest równie trudna na całym świecie. Ponowoczesność nie jest szczęśliwą epoką dla poezji. W czasach, gdy żyjemy w pośpiechu, gdy dominuje hiperindywidualizm podniesiony do kwadratu, ludzie wolą ulec syreniemu śpiewowi kapitalizmu, nowych technologii i rynku. Przeglądać się w zwierciadle poprzez literaturę to zajęcie niezbyt atrakcyjne dla człowieka nowoczesnego, przede wszystkim dlatego, że człowiek nowoczesny nie chce zgłębiać samego siebie; panicznie boi się spojrzeć sobie w oczy i przyznać się do swych lęków czy wewnętrznych głosów. Te echa zostały uciszone poprzez odczłowieczenie naszej planety oraz społeczeństwa, ale sądzę, że czas znów zwrócić spojrzenie w inną stronę i odnaleźć nasze prawdziwe oblicze w głębokich wodach niewinności.


Czym jest dla Pana uprawianie literatury? Czy w Pańskiej literaturze jest jakiś centralny motyw? Czy wszystko, co Pan pisze, jest autobiograficzne? Czy pisanie jest silnie powiązane z tym, co Pan robi i czego doświadcza?



Uprawiać literaturę to rozumieć życie, a dokładniej mówiąc, moje własne. To moja jedyna możliwość bycia i poruszania się w świecie. Bez pisarstwa byłbym jak wygnaniec. Dzięki poezji zajmuję pewne miejsce w czasie i przestrzeni, ale nie są to takie same czas i przestrzeń jak u innych. Ja przebywam w Schuaimie i to daje mi świadomość przynależności do jakiegoś świata. Nie wiem, co byłoby z moim życiem, gdyby nie poezja. Literatura nie tylko nadaje mu sens, ale także daje kompetencje, by ów sens odszyfrować.


Jeśli chodzi o centralny motyw mojej twórczości, należy tu uściślić, że nigdy nie było zamierzonego motywu. To raczej ja jestem motywem Słodkiej Aniquirony. Sądzę nawet, że to ona stworzyła mnie; że to nie ona jest oniryczną kobietą, o której śniłem, ale to moją postać wyśniła ona, a wszystko to – ja i moja rzeczywistość – to oniryczny świat, który stworzyła ona na podstawie swych własnych wizji.
Moja poezja, w przeciwieństwie do mojej prozy, nie jest autobiograficzna. Płynie raczej spoza mnie, jakby była głosami innych postaci, jakby to one przez nią przemawiały. Głos liryczny prawie nigdy nie ma nic wspólnego ze mną, jest całkowicie autentyczny i autonomiczny, nigdy nie odpowiada wymaganiom ludzkim czy konkretnym rozważaniom. Moja twórczość wiąże się z moimi snami, ale też kilkoma innymi stałymi tematami, jak magia, ezoteryka czy okultyzm.



Wiliam Faulkner powiedział, że jego książki są jego dziećmi. Czy utożsamiłby się Pan z tym stwierdzeniem w odniesieniu do własnych utworów?




Utożsamiałem się z nim jeszcze zanim poznałem ten cytat Faulknera, choć sądzę także, że jednocześnie jestem też dzieckiem mojego dzieła. Być może dużą część tego, czym jestem jako podmiot i jako człowiek zawdzięczam perspektywie, jakiej przyjęcie umożliwiła mi poezja, ponieważ poezja jest nie tylko zajęciem, ale także sposobem poruszania się po świecie, akceptowania go i interpretowania niezliczonych sygnałów, jakie wysyła.


Kiedy zdał Pan sobie sprawę ze swych predyspozycji pisarskich i gdzie ukazały się Pana pierwsze publikacje?



Zdałem sobie z nich sprawę jako dziecko. W szkole podstawowej poczułem szczególną więź ze słowem, jego muzycznością, rytmem i akcentami. Nie było to podejście akademickie czy intelektualne, ale więź duchowa, ludzka, nawiązująca do przodków.
Mój pierwszy tomik wierszy powstał w 1990 r., kiedy spotkałem się ze Słodką Aniquironą, ale został wydany dopiero w roku 1998. Na początku była postać, a następnie motyw literacki. Aniquirona była wcześniejsza niż koncepcja książki; Schuaima i Alexander de Brucco ujawnili się jako miejsce i jako historia na wiele lat przed powstaniem wierszy. Po Słodkiej Aniquironie niemal równolegle powstały De regreso a Schuaima (Powrót do Schuaimy) i Memorias de Alexander de Brucco (Wspomnienia Alexandra de Brucco). Powrót… został wydany w 2001 r., a Wspomnienia… w 2002. Następnie moja pierwsza powieść i pozostałe tomiki wierszy.







Czy doświadczenia wpłynęły na Pana ogólne podejście do tematyki  Pana poezji?



Przede wszystkim ukazanie się postaci Słodkiej Aniquirony. Natomiast tacy poeci jak William Blake, Gerard de Nerval, Antonin Artaud czy William Butler Yeats wpłynęli na moje zainteresowanie mistycyzmem, magią i teurgią. Fascynowała mnie relacja tych poetów z metafizyką i tym, co ukryte.




Jacy inni poeci wpłynęli na Pana twórczość i na życie w ogóle? Czy byli wśród nich poeci europejscy?



Wychowałem się na twórczości przedromantycznych poetów niemieckich, romantyków niemieckich i francuskich oraz symbolistów francuskich, poetów przeklętych. Ale dużo wcześniej fascynował mnie Joseph Conrad. Następnie poznałem dzieła Wisławy Szymborskiej, Oskara Miłosza, Seamusa Heaney. Muszę podkreślić, że zawsze czytałem dużo prozy, szczególnie rosyjskiej, niemieckiej, włoskiej i francuskiej.




Ojcem i matką wiersza jest natchnienie. Czy u Pana to właśnie natchnienie jest impulsem do zapisania myśli? Jak powstaje Pańska poezja? Ma Pan jakiś ogólny pomysł, zaczyna od wersu czy kilku, czy też od jakiegoś obrazu?



Wierzę w białą boginię i zupełnie nie zwracam uwagi na pisarzy niedoceniających wielu głosów, jakie zbiegają się w twórczości. Nigdy nie piszę na siłę, czekam cierpliwie, aż ukaże się jakiś głos, obraz czy echo i przemówią poprzez swą akustykę sponad czasu i przestrzeni. Moja poezja przemawia przeze mnie, ale sądzę, że pochodzi z ech pradawnych czasów. Tak jakby ktoś lub coś potrzebowało, by jego głos, uciszony czy stłumiony przez zapomnienie czy niepamięć, mógł znów się wznieść.
W większości przypadków źródłem obrazu jest moja wewnętrzna istota albo ja jako człowiek, który obserwuje manifestujący się wokół niego świat.







Bardzo ważnym etapem nauki dla początkującego poety jest umiejętność krytycznego czytania własnych utworów. Czego Pana zdaniem młody poeta powinien nauczyć się przede wszystkim?



Czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Obserwować i słuchać. Młody poeta powinien wiedzieć, że wszystko jest kwestią spojrzenia; że to sposób patrzenia decyduje o tym, że jest poetą oraz o jego wyjątkowości. To spojrzenie i wyjątkowość odróżniają go od innych. Istnieje wielu poetów, którzy doskonale znają gramatykę i prowadzą wirtuozerskie gry językowe, ale są pozbawieni pewnej własnej wizji, właściwego im głosu, którym wyróżnialiby się, jeśli chodzi o postawę filozoficzną czy poetycką. Poezja nie jest drogą jednogłośności, mód czy tendencji. Poeta to ktoś w rodzaju Prometeusza, który skradł ogień bogom i daje go ludziom. Poeta niesie ten ogień w rękach i przekazuje go śmiertelnikom poprzez swe natchnienie i głos.









Jakie są Pańskie plany na przyszłe projekty literackie? Nad czym Pan teraz pracuje?



Moim obowiązkiem i moją misją jest zadbać o to, by Słodka Aniqurona przemawiała do ludzi i ukazywała swój świat. Chciałbym, aby dzięki niej poznano Schuaimę, dowiedziano się o istnieniu magów o imionach Yhoma i Oama, owoców zwanych ovellones, Alexandra de Brucco i rzek Rogitamy i Calixto. Niech ten cały ten świat zostanie przełożony nie tylko na polski czy francuski, ale też szwedzki, rosyjski czy bengalski. Bardziej niż dla siebie chcę to zrobić dla Aniquirony; ona powierzyła mi to zadanie tak jak Matka Boska z Guadelupe Juanowi Diego.








Czy jest Pan członkiem organizacji pisarskich?



Zawsze byłem samotnikiem, poetą-wygnańcem w odniesieniu do kręgów poetyckich czy literackich. Ja przynależę do Schuaimy, miejsca, w którym są dwa księżyce (jeden przybywający, a drugi ubywający) i przynależność do tego świata to warunek konieczny mojego pisarstwa. Nie liczy się dla mnie nic więcej. Przestałem nawet opowiadać się za stronami politycznymi w moim kraju, nie ze względu na to, co politycy sobą reprezentują, ale z powodu ulotności i błahości dyskursów partyjnych.



Czy może Pan opowiedzieć nam o swoich zainteresowaniach i pasjach pozaliterackich?




Pasjonuje mnie dydaktyka, uwielbiam dzielić się z moimi studentami tym, co kocham i moją nie tak znów rozległą wiedzą. Lubię również podróże, kino oraz muzykę: klasyczną, bossa novę, jazz i blues.





Podobno wszystko jest poezją. Poeta może zamienić w wiersz każde uczucie, każdą radość czy smutek, każdy przedmiot. Czym może być w naszych czasach poezja? Jaka, Pana zdaniem, jest rola poety  we współczesnym świecie?



Poezja jest wciąż taka sama pomimo zmieniających się czasów. Człowiek, pomimo postępu technologicznego i podróży w kosmos, pozostaje tym samym człowiekiem, maleńkim wobec Wszechświata, z tymi samymi demonami, lękami i strachem, z tą samą potrzebą wpatrywania się w nieskończoność. Przyroda dalej będzie siłą napędową, a zarazem trudno dostępnym mitem w świecie korków, świateł na skrzyżowaniach i wielkich autostrad. Poezja zawsze będzie w przyrodzie, w głębokich aktach życia i śmierci. Rolą poezji jest przypominać nam, skąd przychodzimy, jaki jest nasz cel jako istot duchowych. Ma przypominać nam, czym jesteśmy i jak bardzo kruchy jest człowiek wobec czasu, nocy czy zimna. Poezja to łuczywo, które jarzy się wśród światła i cieni.




Czy chce Pan napisać więcej powieści, czy woli trzymać się tylko poezji?



Piszę to, co samo chce się pisać przeze mnie. Jeśli jakiś bohater powieści zechce przemówić, z przyjemnością go wysłucham i przeleję jego głos na papier. Nie należę do pisarzy, którzy wyznaczają sobie plan pracy czy pisania, choć kiedy pojawi się jakiś obraz lub zalążek motywu danej historii, wtedy, owszem, siadam i nie odpoczywam, dopóki nie skończę. Preferuję poezję, czuję się jak ryba w wodzie, gdy zanurzam się w wierszu, ale czasem także rezygnuję ze skrzeli na rzecz płuc, aby móc wyjść z wody i wędrować ścieżkami prozy.




Jak postrzega Pan poezję polską i Polskę jako kraj?



Polska jest ojczyzną wielu poetów i poetek, których twórczość ma niezwykłą wartość literacką. Potwierdza to pięć literackich Nagród Nobla. Szczególnie cenię Wisławę Szymborką, Czesława Miłosza, Halinę Poświatowską i wielu innych.
Postrzegam Polskę jako kraj o niezwykłym poczuciu przynależności. Jego sytuacja historyczna sprawiła, że zwraca się uwagę na wartość sztuki, literatury czy sportu. Sądzę, że to wszystko, co umacnia narodowe poczucie wartości, powoduje, że Polska tak ceni swoich pisarzy i jest to postawa godna naśladowania przez inne kraje.



I na zakończenie, jakie jest prawdopodobieństwo, że Winston Morales Chavarro zdobędzie Nagrodę Nobla?



Śnili mi się Gabriel García Márquez, Wisława Szymborska i Mario Vargas Llosa. Gabo nigdy nie poznałem, ale przyśnił mi się. Najbardziej proroczy sen to ten o Szymborskiej, w którym podawała mi konkretne daty. Nie wiem, co te sny mogą oznaczać, ale to dość niezwykłe - trzy razy śnić o Nagrodzie Nobla. Przepowiedziała mi ją również kiedyś kolumbijska poetka Matilde Espinosa. Sądzę, że to wszystko jest w rękach Słodkiej Aniquirony, mojej twórczości oraz mocy przepowiedni Yhomy i Oamy. Pozostawiam to im.


Dziękuję za rozmowę.

tłumaczenie: Barbara Curzytek





sábado, 15 de junio de 2019

Winston Morales Chavarro: poezja i mit. Słodka Aniquirona i Powrót do Schuaimy





 Barbara Curzytek




Winston Morales Chavarro (ur 1969, Neiva, Kolumbia) jest poetą uniwersalnym. Przede wszystkim ze względu na temat przewijający się przez całość jego poezji: odwieczne, filozoficzne i ezoteryczne dociekanie natury rzeczy, rzeczywistości, świata czy też różnych światów i ich możliwych wymiarów; wytrwałe poszukiwanie pewnej nienamacalnej wiedzy, która wykracza poza rzeczywistość materialną czy też jest niemożliwa do uchwycenia bez przekroczenia granic tejże rzeczywistości. To właśnie główna oś tematyczna pierwszego tomu Winstona Moralesa, poematu La Dulce Aniquirona (1998) której polski przekład (Słodka Aniquirona, w tłumaczeniu Barbary Stawickiej-Pireckiej) recenzuje Czesław Sobkowiak w poprzednim numerze (3-4 / 2018) Pro Libris. W tym numerze publikujemy nasze przekłady czterech pierwszych utworów z tomu Winstona Moralesa De regreso a Schuaima (Powrót do Schuaimy), który stanowi kontynuację Słodkiej Aniquirony i zgłębiane są w nim tajemnice Schuaimy, krainy wyśnionej przez poetę.







Owe próby objaśniania świata i zrozumienia jego zjawisk stanowią pierwotny cel poezji, bliski pisarzom latynoamerykańskim, żyjącym w kulturach synkretycznych, gdzie światopoglądy indiańskie i afrykańskie nieustannie stykają się z europejskim. Pamiętać należy, że w początkach swego istnienia, także w Europie, zarówno poezja, jak i inne formy wyrazu artystycznego, takie jak muzyka, taniec czy teatr, była ściśle powiązana z religią, magią i rytuałem – sposobami postrzegania świata, których nieodłącznym elementem jest ścisły związek człowieka z naturą. Oznacza to, że nie pełniła jedynie funkcji estetycznej czy też indywidualnej ekspresji sama w sobie, ale służyła potrzebom religii czy rytuału. Była zatem jedną z form objaśniania świata, równorzędną z mitem czy magią, jak wskazywał filozof niemiecki Ernst Cassirer w swym Eseju o człowieku. Cassirer cytuje badacza literatury anglosaskiej Fredericka Clarke Prescotta, który w 1922 r. zauważył w swym dziele Poetry and Myth (Poezja i mit) silny związek właśnie pomiędzy poezją i mitem. Pisał, że dawny mit stanowi „masę”, z której stopniowo wyłaniała się nowoczesna poezja poprzez proces, który ewolucjoniści nazywają dyferencjacją. Wg Prescotta umysł mitopoezjotwórczy stanowi prototyp, a umysł poety jest mitopoezjotwórczy w swej istocie. „Mitopoezjotwórczy”, oznacza „tworzący mity”, a zatem poezja objaśnia poprzez mit.




Jak napisał meksykański poeta i noblista Octavio Paz w jednym z esejów ze zbioru El arco y la lira (Łuk i lira): „[...] rytuał i mit są rzeczywistościami nierozłącznymi. W każdej opowieści mitologicznej odnaleźć można obecność rytuału, gdyż opowieść nie jest niczym innym jak tylko przełożeniem na słowa rytualnej ceremonii: mit opowiada lub opisuje rytuał” (tłumaczenie – BC). Paz wpisuje się w ten sposób w teorię mitu łączącą go z rytuałem, której prekursorem był dziewiętnastowieczny biblista i arabista William Robertson Smith. A zatem zarówno myśliciele europejscy jak i latynoamerykańscy zauważają ścisły związek mitu, a co za tym idzie, poezji, ze światopoglądami magicznym i mitycznym, właściwym kulturom indiańskim i afrykańskim. Ten sposób postrzegania świata, jak wskazywał Cassirer za antropologiem Lévy-Bruhlem, charakteryzuje się wizją całościową, zgodnie z którą wszystkie elementy świata są ściśle ze sobą powiązane, co jest jednoznaczne z nierozerwalną więzią człowieka z naturą, a pojąć świat można tylko postrzegając go jako całość. Stanowi to opozycję do zachodniego światopoglądu naukowego, który charakteryzuje się wizją analityczną i postrzega rzeczywistość, dzieląc ją na części, co w dzisiejszych czasach prowadzi do nadmiernej nieraz fragmentacji. Stąd też właśnie „skupienie” i estetyzacja poezji zachodniej.





















O tym wszystkim zdaje się zapominać Czesław Sobkowiak, nazywając apoteozę natury u Winstona Moralesa „naiwną”. Pominiemy już kwestię, że dziwi nieco fakt, iż polonista nie rozpoznaje (?) poematu, nazywając jego części „jakby podrozdziałami” (być może oto właśnie objaw światopoglądu analitycznego). Autor recenzji Słodkiej Aniquirony, także poeta, zdaje się popadać w wyższość światopoglądu europejskiego i „ostrego zaznaczania granic rzeczy” do tego stopnia, że zapomina o pierwotnej funkcji poezji – funkcji objaśniania świata i natury rzeczy. Tymczasem poeci latynoamerykańscy nadal postrzegają (w przypadku twórców identyfikujących się z kulturami afrykańskimi i indiańskimi) świat jako całość w swej złożoności i zwracają uwagę na nierozerwalny związek człowieka z naturą lub też powracają do tej wizji w czasach nadmiernej eksploatacji przyrody i oderwania się od niej, do czego przyczyniła się analityczna wizja świata. Sądzimy, że wyraźnie widoczne w recenzji Słodkiej Aniquirony utwierdzanie się w wyższości kultury i poezji europejskiej, które zdaje się także ignorować silnie zakorzenioną już w badaniach humanistycznych krytykę postkolonialną, jest nieuzasadnione, gdyż światopogląd mityczny charakteryzował także kultury europejskie w początkach ich istnienia, a zatem, przyglądając mu się, Zachód może nauczyć się wiele także o swoich własnych korzeniach.























Wśród wersów poezji Winstona Moralesa stale trzepoczą niebieskie ptaki: symboliczni pośrednicy pomiędzy ziemią a niebem, zamieszkujący oba te wymiary czy też żywioły jednocześnie, przypominający o nieodłączności świata materialnego od duchowego. Trzepoczą tak jak ptaki zwane tijeretas[1] w dawnym micie indiańskiego ludu U’wa, którego echa wydają się podświadomie pobrzmiewać w krainie zwanej Schuaima. Jest to wymiar wyśniony przez kolumbijskiego poetę i zamieszkiwany przez oniryczne istoty: postać kobiecą o imieniu Aniquirona, „kobietę świetlistych królestw” (Słodka Aniquirona, część XVI) oraz maga i szamana noszącego imię Yhoma, który pojawia się w Powrocie do Schuaimy. Schuaima konstruowana jest w sposób podobny do tego, w jaki opisywane są poszczególne rejony geograficzne w micie ludu U’wa El vuelo de las tijeretas (Lot tijeretas), w którym każda nazwa własna odwołuje się nie tylko do nazwy części terytorium, ale także do imienia zamieszkującego ją bóstwa. „Schuaima to naród / Wszyscy co z niego odeszli / do niego powrócili” (Słodka Aniquirona, część XXII). Winston Morales wyśnił Schuaimę i Aniquironę, nie znając opisanego wyżej mitu; być może to podświadome echa jakiejś odległej szamańskiej przeszłości lub też po prostu przejaw uniwersalności mitu i poetyckiego umysłu.





            Apoteoza Aniquirony jako kobiety ma konkretny cel: nie chodzi o to, by tylko „wzniośle istnienie tej kobiety wyrazić. Zarazem ją zdobyć”. Aniquirona jawi się jako przewodniczka duchowa, źródło światła, a zatem i poznania, języka, słowa poetyckiego, całego aktu tworzenia, poezji w ogóle, a zatem również zrozumienia nienamacalnej wiedzy, której źródło kryje się w naturze. Morales godzi się zresztą z tym, że ta wiedza będzie fragmentaryczna (a „zdobycie” Aniquirony jest niemożliwe), gdyż ujrzenie pełni światła, równoznaczne z odwróceniem się do ognia w jaskini Platona, będzie możliwe tylko po całkowitym przekroczeniu Rogitamy, jednej z rzek Schuaimy, będącej, jak Styks, rzeką zarówno zapomnienia, jak i odrodzenia. O to właśnie chodzi w cytowanej przez Czesława Sobkowiaka tradycji poezji mistycznej, w której całkowite połączenie z bóstwem możliwe będzie dopiero po śmierci („Śmierć […] to nic innego / Jak tylko nadmiar światła”[2], stwierdza głos liryczny wiersza XVIII z tomu Powrót do Schuaimy).



[1] Ptaki z gatunku tyrannus savana (tyran widłosterny).
[2] Oryg.: “La muerte [...] no es otra cosa / Que exceso de luz”.




W utworach tego tomu opisane są poszczególne elementy natury, krajobrazu onirycznej krainy, 

spełniające jednocześnie głęboką funkcję filozoficzną – sugerującą sens rzeczy. Dla Winstona 

Moralesa natura jest źródłem hierofanii, by przywołać pojęcie stosowane przez rumuńskiego 

historyka religii Mirceę Eliade. Dla Eliade jest to objawienie bóstwa, wyjawiające pewną wiedzę o 

świecie. Możliwe jest ono tylko wówczas, gdy człowiek, człowiek-poeta, ma oczy i uszy szeroko 

otwarte na sygnały płynące z natury; otaczającego go świata. Poezja jawi się zatem w swej 

pierwotnej funkcji: jako próba 







odpowiedzenia na pytanie zadawane przez Moralesa - „cóż kryją przeciwległe brzegi”? W ujęciu Eliade mit jest historią objaśniającą stworzenie przez bogów jakiegoś zjawiska, które nadal istnieje. Pozwala on zatem ponownie połączyć się z boskością; powrócić do illo tempore, w którym wydarzyła się historia. Jak wskazuje współczesny brytyjski teoretyk mitu Robert A. Segal, mit potrafi zatem rzeczy, których nie potrafi nauka: podczas gdy nauka jedynie objaśnia, mit powiązany jest z odrodzeniem (się) - tak jak w rzece Rogitama... Mit i poezja pozwalają więc, jak pisze Morales w pierwszej części Słodkiej Aniquirony, „wznieść się do źródeł języka”. Podczas gdy w świecie zachodnim pierwotna funkcja poezji uległa zapomnieniu, poeci latynoamerykańscy wciąż są świadomi jej korzeni.










I
Wiatr

W tej krainie wiatr jest szmaragdowy
ten powiew to głos wierzb
świergot jak podróż statkiem
którego srebrne ryby
pływają po oceanie bąków i drzew yarumo.
Gdy wiatr tej Krainy śpiewa,
podnoszą się cienie,
turkawki mówią o deszczu
a człowiek zamacza w słowach
chleb na nowe wino.
Schuaima
Kraina, gdzie wiatr tańczy wokół cyprysu,
unosząc poły liści.
Co niesie na ustach powiew?
Jakie są jego nagie słowa?
Co śpiewa wschodni wiatr,
gdy kręci jak prządka
kolejny mały potop,
a dzieci skaczą jak zboże,
kobiety tryskają jak woda z dzbana,
duchy odziewają się w deszcz,
a ziemia obnaża szczelinę drzewa,
by na nowo wyrósł powiew
i ponownie rozkwitł owoc?







II
Kamienie

Kamienie w tej Krainie
przypominają perły
czy też gniazda prehistorycznych ptaków.
Tu słowa pachną wiatrem
a cisza przybiera kształt skały.
W głazach tej podniosłej Krainy
zaklęty jest duch deszczu,
śpiew szczygłów,
barwa drzew i puszcz.
Kamienie Schuaimy:
nagie góry
samotne pagórki
białe skały, co pikują jak gołębie
w stronę zielonego nieba ziemi.
Tu dłoń moja pozdrawia
krainę złożoną z głazów
wonne skały, skały jednolite, szare kamienie na połów
wielkie i łuskowate głazy
Wszystkie!
Kamienie Schuaimy,
Za mądrość was kocham, nie za twardość.







III
Ptaki


W Schuaimie są ptaki
jak świerki w Chinach
czy wschodni mistycy na brzegach Nilu.
Ptaki przyodziane w światło:
piegże, statki, słowiki, żaglowce,
szlaki morskie, wężowiska, ptaki o niebieskich nogach.
Ptaki tej Krainy
znają fiołki parmeńskie, bąki ze wschodu,
roślinność znad Missisipi,
światy możliwe dla szelestu ich deszczowych skrzydeł,
te ptaki jak chmary pszenicy i koronkowych liści
wznoszą swój lot
ponad lasy balsamicznych mirtów.
Oto właśnie
wędrowcy nagiego morza,
ptaki, o których śnić będzie Słodka Aniquirona
w swej pieśni na pamięć lasu.
Ptaki Schuaimy,
uskrzydlone światłem i wiciokrzewem,
powiedzcie:
cóż kryją przeciwległe brzegi?







IV
Rzeki

Jak wulkan w swej pieśni ognia,
jak pagórek pokryty czerwonym śniegiem,
taka jest Schuaima zapełniona rzekami.
Rzekami, co płyną po równinach
jak nagie dziewczęta
z wodnymi warkoczami w ustach.
Największa rzeka Schuaimy
nazywa się Calixto.
Księżyc w pełni
patrzy, jak spływa uśpiona
po kamieniach i kwiatach dzwonków w dolinie.
Przywołuje ją piana swym białym śmiechem:
Calixto, Calixto!
Unosi się rzeka na swych wodnych piórach
bo wiatr całuje jej śmierć
i pomruk dromadera.
Tam właśnie
na morzu rzek unosi się Schuaima,
niezliczone wulkany szepczą o wodzie:
Paris jako jezioro,
Rogitama jak strumyk ryb,
Calixto i jej srebrne oblicza,
co wypłakują swe oczy
w dzbany rybaków.
Jak zwierciadło o ludzkiej twarzy,
jak myśliciel Rodina nad wodą,
rozciąga się Schuaima zapełniona rzekami.
Tam umierający idą
pozostawić swe wspomnienia i oblicza.
Oto sarkofag zapomnienia,
rzeka, gdzie pamięć spływa
pomiędzy wzgórzami marzeń,
a człowiek zasypia,
podczas gdy woda zamyka mu powieki.


tłumaczenie: Barbara Curzytek






Follow by Email